Ostatnio nie mam za wiele czasu na pisanie, powodem jest sporo pracy a także uczelnia, gdzie na zajęcia wiecznie trzeba cos przygotowywać.
W pracy po staremu i powoli do przodu. Pojawiły nam się (mi i Maćkowi) pewne wizje odnośnie naszej przyszłem kariery zawodowej – czy ten pomysł wypali – zobaczymy, nie chcę tego zapeszać, także ideą publicznie chwalić się jeszcze nie będę
.
Dużo rzeczy zmieniło się natomiast na uczelni. Przede wszystkim zmieniłam specjalizację. Okazało się, że konserwatorska ochrona przyrody to coś zupełnie innego niż myślałam. Straszny nacisk kładą tam na rośliny i wszystko co z nimi związane. Nie da się ukryć – to nie jest to , co tygryski lubia najbardziej. Także aby się nie męczyć na botanice i geobotanice, eksperymentalnie zmieniłam specjalizację na Ekologie i ochrone wód. A w ostateczności wylądowałam w zakładzie biologii polarnej i oceanobiologii.
Mam nadzieje, że temat pracy magisterskiej będę mogła realizować na którys z moich ulubionych zagadnień związanych z Arktyką lub Antarktyką, nie wiem , może to bedzie coś o pingwinach, waleniach lub płetwonogich
Byłoby bardzo fajnie. Praca w związku z małymi mozliwosciami badawczymi będzie miała charakter przeglądowy – ale nie ma tego złego, nie czuję się zbyt dobrze z badaniami, szczególnie na bezkręgach za którymi specjalnie nie przepadam.
Mam nadzieje, że jakos bezproblemowo przebrnę przez kolejne (już nie całe) dwa lata nauki i będę miała edukację z głowy. Chyba, ze jednak jeszcze pójdę na drugi fakultet, ale nie jestem pewna czy po tych pieciu latach będzie mi się chciało